bywa.info
Zilla

-Dziś obędzie się bez przekleństw. Po wczorajszym, odreagowywawczym choć jakże szczerym tekście poświęconemu mojemu ulubionemu zespołowi, bo prawda jest taka że jest to nadal mój ul0Ffc1@|\|Y zespół za sprawą pierwszych płyt, postanowiłem napisać mały poradnik dla osób którzy chcą zacząć się interesować terrarystyką a dokładniej hodowlą ptaszników.

Troszkę o pająkach

-Nie będe was zanudzał tym skąd się wzieły ptaszniki itd. bo po prostu pewna część z was by pewnie przestała już to czytać i wróciła na strony XXX, więc powiem krótko i zwięźle. Nie wiadomo kiedy pająki się pojawiły na ziemi bo o dane kopalne ciężko, aczkolwiek wiemy że były na ziemi na długo przed dinozaurami. Są jednymi z bardziej sukcesywnych organizmów w królestwie zwierząt a na dzień dzisiejszy są dosłownie wszędzie, w około nas. Występują w każdym ekosystemie z wyjątkiem rejonów polarnych. Negatywne odczucia są w ogóle nie na miejscu, choć prawda jest taka że niektóre z nich mogą byc niebezpieczne dla naszego życia, zwłaszcza jeśli jesteśmy alergikami. Ja, Bogu dzięki, nie jestem. Łączy je wspólna cecha, wszystkie są zdolne do produkcji sieci choć każdy pająk w innym celu. Tak więc mamy pająki używające swoich sieci do przechodzenia wylinek, do polowania, do maskowania kryjówek i wiele wiele innych. Wszystkie także dysponują jadem, który jest przystosowany głównie za zabijania zdobyczy którą się na ogół żywią czyli innych bezkręgowców lub małych kręgowców, tak więc NIE LUDZI. Rozpuszczają wnętrzności zwierząt na które polują by potem wyssać zrobioną z nich, pożywną, zupę. Starczy tej teorii, po więcej info na temat rozwoju pająków na przestrzeni dziejów, zapraszam na najlepszą stronę czyli: http://arachnea.org a teraz do sedna.

-Mamo chce kupić pająka... -MOWY NIE MA GNOJU czyli jak zabieramy się za hodowlę i co najlepiej mieć pod ręką

-Przede wszystkim ptaszniki nie są krwiożerczymi istotami które marzą tylko o tym żeby ciebie i twoją rodzinę, wyrżnąć w pień. To świetne i ciekawe zwierzęta, idealnie nadające się do obserwacji. Nie są to zwierzęta typu chomik, pies, kot które możesz ściskać, całować, przytulać, lansować się fotkami i przed znajomymi, gdyż ze stresu pająk może cię ukąsić a jeśli jesteś alergikiem możesz doznać wstrząsu anafilaktycznego. Tak też nawet dla ludzi zdrowych, ukąszenie będzie nie przyjemne, choć na pewno nie będzie śmiertelne. Jeśli masz zamiar kupić ptasznika w którymś z wyższych celów, zapomnij o byciu hodowcą. Wielu z was pewnie by chciało pająka jak najładniej ubarwionego, oczywiście tak nawet hodowcy się tym kierują, ale przy decyzji ptasznika ma decydować stopień zagrożenia jaki niesie za sobą kupno pająka jak i jego status w hierarchi hodowców. Powinien to być ptasznik oznaczony "Dla początkujących". Pod żadnym pozorem nie kupujcie ptaszników podziemnych gdyż skutki ukąszenia mogą się skończyć tragicznie. Na pająki, pomijając rodzaj "Brachypelma", nie trzeba mieć żadnego CITES, pozwolenia i nie podlegają one rejestracji.

-Prawdą jest że wielu rodziców nawet nie chce myśleć o sprowadzeniu przez ich pociechę pająka, a co dopiero z prawdziwego zdarzenia, ptasznika. Dam wam parę rad co zrobić by przekonać. Pisząc to opieram się o tekst kolegi Bobaza, będącego moim opiekunem przy hodowli moich pajaków i piszę przeinnaczone jego słowa plus dodaje trochę własnych pomysłów. Wszystkie niezbędne linki dotyczące hodowli znajdziecie na samym dole tego artykułu. Dodam jeszcze od siebie, że z praktyki łatwiej namówić ojca jak matkę. Przynajmniej w moim wypadku tak było.

*Wersja prawdomówna - Opowiedz trochę rodzicom o pająkach, porusz koniecznie kwestię słabego jadu pająka którego przyniesiesz do domu. Pokaż że są ciekawe, mają piękne barwy i w ogóle. Nie zapomnij przynieść kilka fotografii lub mieć przygotowane strony właśnie takie jak arachnea.org czy też filmy z youtube, na którym hodowcy często pokazują swoje pociechy.

*Wersja "Bo tata Marcina powiedział... - czyli przyprowadzić zaznajomionego w temacie kolege do domu, który przedstawi rodzicom co nieco, i przy okazji takiego co sam, legalnie trzyma te groźne bestie w domu. Tym samym pokazać że są tacy fajni rodzice, którzy się na to zgadzają.

*Wersja na złe dziecko - wersja dla hardkorów, powiedzieć rodzicom że wreszcie będziecie mieli kreatywne hobby i nie będziecie spędzać dni przy kompie a ze swoimi pociechami. Rachunki za prąd spadną w dół i w ogóle. Wersja mega drastyczna: "Chyba lepiej żebym hodował pająki, niż bym miał się szlajać po ulicach czy zacząć palić/pić".

*Wersja na wazeliniarza - bądź miły, pomagaj w domu i w ogóle. Oczywiście jako słoną zapłatę rządaj pająka.

*Wersja Proś i proś - wiadomo o co kaman. Prosić i prosić aż do skutku.

*Wersja urodzinowa - na urodziny zażycz sobie ptasznika.

*Wersja na Polskiego pająka - Przynieście kilka razy do domu kątnika domowego. Takie czarne pająki które są szeroko rozpowszechnione na terenie naszego kraju. Są najbardziej najliczniejsze ze wszystkich dostępnych u nas pająków. Wyglądają tak:



Przygotujcie odpowiednik pojemnik. Może to być słoik, pudełko po patyczkach, cokolwiek przezroczystego. Wysypcie na dno troche ziemi, wrzućcie ze 2-3 patyczki (tylko nienajebcie tego tak że kurwa pająk będzie siedział po stertą drewna) i kryjówkę zbudowaną np. z kawałka tektury z rolki papieru toaletowego i włóżcie tam swoją pociechę. Pokażcie starym że nie są niebezpieczne a wy się uczycie je hodować. Pewnie pająk poleci za okno, ale wy jesteście zawsze krok bliżej. Zaznaczam że najlepiej jest to robić na kątnikach, gdyż są baaardzo liczne i zagłada im nie grozi.

*Wersja fakt dokonany - Kupujemy pajączka bez jakiejkolwiek zgody. Trzymamy go zgodnie z zasadami hodowli a w dobrym momencie, np. jak starzy będą po kielichu, pokazujemy ptasznika. Tu jest wóz albo przewóz. Albo ptasznik skończy za oknem albo zostanie. Albo będziesz mial suszony łeb jak ja do dziś w stylu "Kiedy pająki znikną?".
Dodał Zilla, dnia 2010-06-23
Zilla

Dobra, dawno nie pisałem. Dawno niczego nie jechałem. Wiem, skurwiłem się do reszty niczym sprzedajna sucz spod najbliższej latarnii lub jak kto woli jak Korn :> Słyszałem że mój ostatni tekst się spodobał ludziom, oczywiście był totalnie pisany w spontanie i po niezbadanych substancjach takich jak herbatka z Biedronki. No mniejsza, dziś będzie o Kornie. Czekam aż KoRniątka mnie ukrzyżują...

-Słówko o mnie. Byłem wielkim fanem tego zespołu. Do dziś zapierdalam w ciuszkach które mają słynne logo bo ta marka do mnie przylgneła i na próźno mi się jej pozbywać, poza tym lubię ją. Mam do ich starszej twórczości wielki szacunek bo grali genialnie. Grali aż to Take A Look In The Mirror. Jeszcze 2 lata temu, dałbym sobie jaja oskubać do białości za nich. Ale nie dziś, nie dziś kiedy Korn jest sprzedajną, hipokrytyczną kurewką, która za dość duże pieniądze się sprzedaje niemając niczego ciekawego do zaoferowania. Zacznijmy od początku:

Everybody has iSsuEs, do you?

-To słynne hasełko promowało płytę iSsuEs, będącą jedną z lepszych w ich dorobku, choć wówczas pewnie fani też płakali że zespół ewoluuje ale wtedy Korn jeszcze nie był bandą hipokrytów. Problemy się zaczeły wraz z Untouchables, kiedy zyski były dość słabe, ponieważ prawie pełna wersja płyty wyciekła do sieci a ludzie ją ściągneli. Wtedy na dodatek słaby dopływ zielonych spowodował komplikacje. Na co zespół wpadł? Na powrót do tego wszystkiego, od czego się zaczeło. Do brudnego grania. OCzywiście jak powiedzieli, tak zrobili. Niestety coś nie pykło a płytka jakoś specjalnie nie została przyjęta. Była fajna, jazzy, mhroczna tak że młodociani metale, którzy ledwo wypełzli spod hip-hopowej muzyki byli pewni że słuchają najbardziej zakurwistej i ciężkiej muzy jaki Bóg Szatan im dał. Potem zaczeły się prawdziwe problemy. Najpierw wydanie płytki która była nabijaczem kasy. Mówię tu o Greatest Hits vol. 1. Takie gówniane Greatest Hits mógł se zrobić przeciętny n00b spuszczający się przy Tibii, przeglądający raz na jakiś czas jutub. Wielkie mi kurwa hity. Wystarczy klipy przejrzeć i kurwa każdy z zawartych utworów, na tej chujowej płytce znajdzie swój video-odpowiednik. Na Boga! Dziś kurwa setki zespółów ma wielki dorobek i nie potrzebuje wcale kurwa dawać gównianej płytki z największymi hitami, bo po co zdzierać ciężko zarobiony hajs z fanów. Nie ładnie wykorzystywać faktu że fani to lamusy i kupią wszystko co sygnowane jest logiem ich ukochanego zespołu. Już lepiej wzorem Rammstein czy SlipKnoT, dać składankę koncertową. To samo ale jednak trochę inne. Ale po co? Lepiej niech stan konta rośnie. Żeby nie było że Korn daje klękać do miecza total za to samo, dorzucił dwa covery. Jeden to średnio udany, cover Pink Floyd, "Another Brick In The Wall" oraz drugi po którym pokemony miały mokro w majtach, czyli "Word Up", grupy Cameo. Po Word Up, pierwsze Pokemony na spółę z Kindermetalami, zaczeły lubić Korn. Wielcy mi kurwa fani co znają jeden utwór. A potem...

See You On The Shitty Side

-potem odeszła główna gitara zespołu. Genialny gitarzysta nazwiskiem Welch, Brian. Nawrócił się, przy okazji, nie podobał mu się sposób w jaki zespół się prowadzi. No ale odszedł od kapeli, w kluczowym momencie kiedy zespół nagrywał swoją kolejną płytę. Swoją drogą, na tą chwilę jest w sto razy lepszej formie niż sam KoRn. No ale o nim później. Muzycy w kropce, polecieli do nowego Producenta, bo umowa z EpiC/Immortal poszła się jebać. Za produkcje kwintesencji Kindermetaloznastwa wzieli się Atticus Ross i The Matrix Trio. Znani z takich genialnych, rockowych kapel jak Britney Spears aka. Młodociana szmatka która pokazuje jaka jest dorosła, No i wyszło. Pierw był singiel, "Pierdolnięty Transwestyta" aka. Twisted Transistor, z jakże pokemoniastym klipem, gdzie za macierzystych muzyków formacji przebierają się znani raperzy, bo Dz1e|\|Ki t3Mu eM T1 Wi B3NdZ1e n@5 Pu$ZcZ@Ć!!!11=*. No i wyszło... już od razu smród że coś się jebie, czuć niczym kurwa, stężały kloc po półgodzinnej wegetacji w kiblu. Niby klip jest, ale muzyki coś kurwa mało. Więcej pokazanych fochów, niczym gwiazdeczek POP, którze życzą sobie czerwonego dywanu przed autokarem. Miało być fajnie, wyszło chujowo, bo samej muzyki jest w klipie może minuta. Reszta to wygłupy Snoop Dogga, Dave'a Bannera i reszty murzyńskich cweli. A potem wyszła płyta. Sam cover-art płyty w moim mniemaniu jest fajny, bo nieco bajkowy w przerażający sposób. Jednak zawartość płyty jest jeszcze bardziej przerażająca... przerażająco chujowa. Do chuja Pana, czy im jaja uschły? Płyta przesycona sztucznością, niczym Doda i jej chłoptaś Nergal. Elektroniki tyle co kurwa w anatomii Terminatora. Na Boga, pseudo-industrialowe plumkanie. A gdzie do chuja ciężar? Gdzie klang Fieldy'ego? Gdzie ten zawodzący wokal? Nie ma. Śpierdolił... A zaraz potem koncerty, na których Korn rozstawia zestaw małego Farmera. Pamiętam słowa Jonathana Davisa: "KoRn, to tylko i wyłącznie ta piątka facetów co powołała zespół do życia" a tu nagle kurwa się ich namnożyło. Świnka grająca na gitarze, Króliczek napierdalający w garnki, konik grający na keyboardzie z Biedronki za 25.99. No kurwa, coś nie pyka. No i oczywiście promocja płyty w postaci nowego DVD z koncertem, na którym widać jak bardzo się wypalił zespół. Fani, wierne cipy szaleją, ale zespołowi tylko kroplówki brakuje na scenie. Więcej animuszu ma AC/DC które kurwa powinno być obecnie w domu spokojnej starości. OCzywiście wszystko podsycone maksymalnym efekciarstwem typu laserki, oczojebne kolorki i skórzane spodenki Davisa, który najwyraźniej uciekł z gej-parady. No i jeszcze gratis doszło 3CD pack pt. "Chopped, screwed, live and unglued", będący nabiciem fanów butelkę chujowymi Remixami i koncertówkami. OCzywiście głównie nowymi. Prawdę mówiąc B-side SYOTOS jest kurwa, 100 razy lepszy niż własciwa płyta i do tego zachęcam was do przesłuchania, bo tu jeszcze chujni aż tak dużo nie ma. Tylko troszkę :>

Dodał Zilla, dnia 2010-06-22
Spiff
Postanowiłem kupić sobie książkę Dmitriego Glukhovskiego pt. "Metro 2033". Jest to moja pierwsza książka od niepamiętnych czasów, więc można to potraktować jako pewnego rodzaju "wydarzenie". Dopiero zaczynam czytać owe dzieło, lecz już czuję, że na długo zaprzyjaźnię się z tym tytułem. Ważną rzeczą, która przemawia za tą książką jest fakt, iż traktuje ona o moim ulubionym temacie - post-apokalipsie. W późniejszym czasie zamierzam kupić sobie grę, która powstała na bazie książki Dmitriego - wychodzi ona 19 marca w Europie; na konsolę xbox 360 i PCty. Obie rzeczy postaram się opisać na stronce.

O czym to w ogóle jest?

"Rok 2033. Świat w wyniku konfliktu atomowego został obrócony w stertę gruzu. Jednym z ostatnich - może ostatnim? - ze skupisk ludzkości pozostaje moskiewskie metro. Od ponad 20 lat ludzie, którzy ocaleli z piekła wojny, próbują uchronić co tylko się da z minionej przeszłości. Zamknięci w podziemnym świecie, w którym brakuje wszystkiego, a nade wszystko energii, skazani są na regres. Na powierzchni pojawiły się zmutowane pod wpływem promieniowania nowe gatunki i będąc lepiej przystosowanymi do życia w warunkach ciągłej radiacji zastąpiły człowieka. Zaczynają też przenikać do metra. Czas człowieka przeminął. Ale czy na pewno? Moskiewskie metro, dzięki swej unikalnej konstrukcji i stumetrowej głębokości, uratowało życie kilkunastu tysiącom moskwian, którzy nie zdają sobie sprawy, że najprawdopodobniej są ostatnim przyczółkiem ludzkości. Stworzyli tu swój własny świat. Pamięć o świeżym powietrzu, błękitnym niebie, trawie pod stopami stopniowo umiera. Na mrocznych stacjach, rozświetlanych światłami awaryjnymi i blaskiem ognisk, mieszkańcy próbują wieść życie zbliżone do tego sprzed katastrofy - tworzą mikropaństwa, których spoiwem może być ideologia, religia czy ochrona filtrów wodnych… Zawierają sojusze, toczą wojny. W bocznych tunelach uprawiają grzyby, hodują świnie i kury. Opał i potrzebne rzeczy dostarczają im stalkerzy, którzy wyprawiają się na powierzchnię. WOGN to wysunięta najbardziej na północ stacja metra, a zarazem przyczółek ludzkości. Mocna grupa kilkuset ludzi żyje tu połączona przyjaźnią. Była to jedna z najpiękniejszych stacji i wciąż pozostała bezpieczna. Jednak od pewnego czasu pojawiło się na niej śmiertelne niebezpieczeństwo. Artem - młody mężczyzna mieszkający na stacji WOGN - otrzymuje zadanie: musi przedostać się do serca moskiewskiego metra, do legendarnej stacji Polis, aby ostrzec wszystkich przed możliwością ostatecznej zagłady. W rękach Artema spoczywa nie tylko przyszłość jego stacji, ale być może i całej ocalałej ludzkości." - empik.com


Jak na razie z tego co przeczytałem to jest klimatycznie i ciekawie... - książka spowija się w bardzo tajemniczych tematach, które powoli starają się wychodzić na powierzchnię mej świadomości. Jak tak dalej się potoczy to będzie na prawdę słodko.

Na zakończenie zamieszczam ostatni zwiastun z gry:

Dodał Spiff, dnia 2010-03-09
Zilla

Cześć lamusy!
-Dzięki mojej przyjaciółce wpadłem, na wprost nieoceniony, pomysł. Otóż w miarę możliwości, oprócz moich chujowych recenzji, marudzenia i narzekania, durnych filmików z Jutjuba i te pe i te de, będę okazyjnie wrzucać tzw. prawdziwe historie tzn. co ciekawsze wpisy, jakiś niezwykle pechowych acz prawdziwych historii. Więc do rzeczy wstaje jak zwykle zjebany i zmęczony, (nie wiem czym. Chyba kurwa spaniem) i wchodzę na gg i patrzę. Wiadomość od mej przyjaciółki która okazjonalnie komentuje moje wypociny tu, wpis z bloga ze stronki Joemonster.org. Dobra strona, może coś fajnego... czytam a zjebanie mija i ustępuje histerycznemu śmiechowi. I wtedy mnie olśniło... chcę więcej i chcę dać, wam zjebom, więcej, więc będziecie dostawać jak tylko coś znajdę z tego cyklu. Nie powiem jak regularnie będzie się to odbywać aczkolwiek, napewno jeśli ktoś mi na gg, wyśle coś podobne pierdolnę adnotację że to "od tej osoby" a póki co, zapraszam do czytania notki, pewnego Andrzeja.

Czy ta historia może być prawdziwa? Posiadam. Wróć. Moja żona posiada kota, rasy kotka, rasy czarnej, rasy ze schroniska, rasy małe kocie. Guzik by mnie to obchodziło gdyby nie fakt, że jest małe, że chodzi to to bez przerwy za mną i trzeszczy- a to na ręce, a to żreć, a to trzeszczy dla samego trzeszczenia zupełnie jak jej pani. Generalnie pogłaskać mogę, kopnąć jakąś rzecz która leży na ziemi żeby kot za nią biegał też, niech chowa się zdrowo do czasu aż raz zapomnę zamknąć terrarium i zajmie się nim mój wąż, reszta to nie mój problem. Ale do czasu. Staje się to moim problemem gdy moja współmałżonka udaje się w celach służbowych gdzieś tam na ileś tam. I spada na mnie karmienie wyprowadzanie i sprzątanie po tym całym tałatajstwie. Jako, że to zawsze lekko olewam i robię wszystko w ostatni dzień przed powrotem małżonki- nie nastręcza mi to wiele problemów. Kot jest od niedawna i od niedawna jest nowy zwyczaj- niezamykania łazienki, gdyż w niej znajduje się urządzenie zwane potocznie kuwetą, do którego kot robi to samo co ja w toalecie, czyli wchodzi i może spokojnie pomyśleć. Mnie jednak uczono całe życie zamykać te cholerne drzwi do łazienki za sobą, więc stale żona mi trzeszczała, że kot tam nie może wejść i „myśleć”. Ja jestem stary i się nie nauczę, poza tym mieszkam tu dłużej niż ten kot, sam dom stawiałem, moje drzwi, mój kibel, wypierdalać więc. I postawiłem na swoim. Od jakiegoś czasu kot chodzi do toalety razem ze mną. Jak nie ma małżonki to musi zazwyczaj czyhać na mnie albo miauczeć coby przypomnieć, że trzeba mu łazienkę otworzyć, bo jak jest żona to ona ma już w biosie zaprogramowane- ja wychodzę i zamykam, ona idzie i otwiera, żeby kot mógł wejść- taka technologia po prostu. Czasem kot skacze na klamkę ale ma jeszcze zbyt małą wyporność i zwisa na niej bezradnie. Jednak jak moja żona będzie nadal go tak karmić- to w szybkim tempie będzie za każdym razem klamkę upierdalał- a wtedy wiadomo- wąż.

Dodał Zilla, dnia 2009-11-29
qripple

Ciekawa aktualizacja na mydyingbride.org. Wszystkie teledyski zostały przeniesione na vimeo. Duży plus za to, bo teraz jakościowo są parę razy lepsze. Ogólnie to miło by było, gdyby zespół się ogarnął i zawitał znowu do Polski...


W rozwinięciu dodaję jeszcze video zespołu, którego już dość dawno nie słuchałem. Dalej czuć od nich moc


PS. check out my new av !

Dodał qripple, dnia 2009-11-22
Spiff
Tagi: Info, Muzyka,
Tym razem notka nad wyraz trywialna, lecz coś od paru dni strasznie zaprząta mi głowę. Pozwolę sobie polecić Wam zespół, który z pewnością namiesza w przyszłości na polskiej scenie!

"Zespół DEYACODA powstał w 2005 roku - w Warszawie - Po kilku projektach, przy których zeszły się drogi muzyków, postanowili stworzyć coś nowego - własnego, coś, czego zawsze nam brakowało na Polskim rynku muzycznym. Takiego powiewu świeżości w ciężkiej muzie. Bliżej nieokreślonego klimatu - a zarazem mocy. Efektem tych starań jest materiał MECHANISM, który ukończony został pod koniec 2007 roku. i czeka na wydanie. Pod koniec 2007 roku we współpracy z CENEGĄ, powstał utwór inspirowany grą komputerową "Assassin's Creed". tak powstał singiel "MY CREED", który nagrany został 12 lutego 2008r w TR Studios." - źródło lastfm.pl

Ja sam poznałem ich właśnie dzięki utworowi "My Creed" - podczas premiery, gdzie zaczął masowo pojawiać się na wszystkich portalach konsolowych. Teraz coraz bardziej zagłębiam się w udostępnione przez nich materiały, i za każdym razem odkrywam przy tym coś nowego. Niebanalne, ostre dźwięki, owiane tym przezajebistym wokalem. Krzysztof Rustecki to prawdziwy geniusz. Takim kapelom mówię zdecydowane "TAK!".
Obecnie zespół nagrywa ponoć nową płytę - widać, że są na fali i mają na siebie masę pomysłów. "Mechanism" czeka na wydanie, a tu w planach kolejne dziecko.
Cała ich muzyka delikatnie kojarzy mi się z dokonaniami zespołu Rootwater - co jest strasznie pozytywną rzeczą. Podkreślam "delikatnie" - to zdecydowanie nie jest żadna kopia! Nie mogę się doczekać kiedy panowie uraczą mnie możliwością zakupu ich płytki. Już zacieram ręce z podekscytowania.

Z resztą już nie przynudzam. Niech dźwięki mówią same za siebie. Odsyłam was na ich oficjalny myspace, gdzie możecie przesłuchać parę utworów - w szczególności polecam zapoznać się ze zwiastunem albumu Mechanism (dostępny w playerze po prawej stronie).

>> Oficjalny myspace zespołu DeyacodA <<
Dodał Spiff, dnia 2009-11-15
<
01 02
>